SIERPNIOWE MUZEUM

muzealne zakamarki

1 sierpnia obchodzimy 74. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Warto przy tej okazji przyjrzeć się wojennym losom Muzeum Narodowego w Warszawie, gdyż tamte wydarzenia zdeterminowały na zawsze historię MNW i wpłynęły na jego dzisiejszy kształt oraz zbiory.

SKARBNICA DZIEŁ SZTUKI

W 1938 roku Stanisław Lorentz – wieloletni dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, podsumował budowę nowego gmachu optymistycznymi słowami:

Gmach ukończony został w 77 roku istnienia Muzeum, w 23 roku od chwili przekształcenia go na Muzeum Narodowe. Rok 1938 zamyka okres organizacji Muzeum Narodowego, które odtąd w normalnych warunkach będzie mogło rozwijać się i wypełniać swe zadania – jako skarbnica dzieł sztuki i zabytków przeszłości, jako instytut naukowy i jako instytucja oświatowa.

Zaledwie rok później okres względnego spokoju został przerwany przez wydarzenia na zawsze zmieniające bieg historii. Co wtedy działo się w MNW? Jak na wybuch wojny przygotowywali się pracownicy? Jak zamierzano uchronić zbiory przed działaniami wojennymi? Na te wszystkie pytania szukałam odpowiedzi we wspomnieniach Stanisława Lorentza, najdokładniej opisującego ten czas w Muzeum.

Gmach Muzeum Narodowego w Warszawie przy Al. 3 Maja, 1937-1938. Fot. Jan Ryś

PRZECZUCIA I PRZYGOTOWANIA

Przeczuwając wybuch II wojny światowej Stanisław Lorentz wiosną 1939 roku zlecił przygotowanie 230 drewnianych skrzyń wybitych blachą do przechowania najcenniejszych zbiorów. Wykonano również wiele zwykłych skrzyń, przeznaczonych na obiekty niewymagające specjalnego traktowania przy dłuższym magazynowaniu. Poszczególne działy muzealne sporządziły wykaz najważniejszych zasobów, utworzono również listę wskazującą, w jakiej kolejności pakować zbiory.

Muzeum Narodowe w Warszawie stało się miejscem, do którego zwożono cenne dzieła z innych muzealnych placówek, aby uchronić je przed zagrabieniem. Przykładem mogą tu być zbiory z Rogalina, należące do wojewody poznańskiego i dyplomaty Rogera Raczyńskiego, zawierające 327 obrazów malarzy polskich i obcych. Aby zmylić Gestapo, które już w trakcie wojny prowadziło poszukiwania szczególnie cennych dzieł sztuki, zatarto ich pochodzenie, obce obrazy schowano pod polskimi, zmieniano też nazwiska malarzy. Zbiór ten został szczęśliwie uratowany i w tej chwili znajduje się częściowo w Muzeum Narodowym w Warszawie oraz w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Ostatniego tygodnia sierpnia 1939 roku, gdy wojna była już niemal pewna, rozpoczęło się pakowanie zbiorów. Ponieważ nie zostały wyznaczone żadne konkretne schrony dla dzieł sztuki, zdecydowano o przeniesieniu skrzyń ze zbiorami do podziemi Muzeum. Stanisław Lorentz w swoich wspomnieniach podkreśla, że miało to doniosłe znaczenie na przestrzeni kolejnych lat, gdyż pracownicy Muzeum mogli sami sprawować pieczę nad eksponatami, chronić je i w razie potrzeby skuteczniej ukrywać.

Szczególnie narażone na grabież i rozproszenie były zbiory numizmatyczne, dlatego starano się je zabezpieczyć wyjątkowo dokładnie. W tym celu w pomieszczeniu piwnicznym wykopano dół, w którym skrzynie zostały zabetonowane. Niestety, zostały one wykryte przez Gestapo i wywiezione na Śląsk. Znaleziono je w czerwcu 1945 roku, ale z ogromnymi brakami.

WRZESIEŃ 1939

1 września 1939 roku, w dniu wybuchu II wojny światowej, najcenniejsze dzieła były już schowane w podziemiach, pakowano wszystko to, co powinno zostać przeniesione w drugiej kolejności. Gmach Muzeum odniósł ogromne szkody w bombardowaniach, dlatego też w pośpiechu znoszono do podziemi dzieła sztuki starożytnej oraz sztuki zdobniczej, rzeźby, grafikę i obrazy, wszystko, co znajdowało się w salach na piętrach. Dzieła mieszczące się na parterze Muzeum, w wyniku ostrzału ucierpiały najbardziej i zachowały się nielicznie. W ich skład wchodziły zbiory sztuki Dalekiego Wschodu oraz kolekcja zegarów od XVI do XIX wieku.

Widok na Dziedziniec Muzeum Wojska Polskiego, 1945. Fotograf nieznany

W pierwszych dniach września Muzeum Narodowe w Warszawie, przy poparciu prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, zorganizowało akcję, mającą na celu opiekę nad najcenniejszymi dziełami sztuki, znajdującymi się zarówno w kolekcjach państwowych, jak i prywatnych. Zbiory z pałaców w Łazienkach i Wilanowie, obrazy Canaletta i Bacciarellego oraz arrasy z Zamku Królewskiego to tylko niektóre dzieła sztuki, które dzięki przechowaniu w Muzeum Narodowym w Warszawie ocalały z wojennej zawieruchy.

Fragmenty dekoracji z Zamku Królewskiego, 1939(?). Fotograf nieznany

Już na początku października w MNW pojawiło się Gestapo i rozpoczęło systematyczny proces przywłaszczania najcenniejszych zbiorów. Pracownicy Muzeum starali się na wszelkie sposoby utrudnić ten proceder. Metodą walki z okupantem było powolne inwentaryzowanie zbiorów, ekspertyzy wykazujące, iż dane dzieła są falsyfikatami czy podmiana cennych egzemplarzy na mniej wartościowe. Stanisław Lorentz pisał we wspomnieniach:

Takimi nieprawdziwymi informacjami i wszelkimi innymi sposobami odwlekano wywóz zbiorów, które udało się zatrzymać w Muzeum do chwili wybuchu powstania, podczas którego niestety znaczna część zbioru została rozrabowana i zniszczona przez żołnierzy niemieckich. To co zostało i co wywieziono po powstaniu a rewindykowano po wyzwoleniu znajduje się dziś w Muzeum.

Ważną pracą, wykonywaną podczas okupacji, była szczegółowa dokumentacja pisemna, rysunkowa i fotograficzna wywożonych dzieł sztuki. Opisywano wszelkie zniszczenia dokonywane przez grabieżców, przygotowywano także materiały potrzebne do przyszłej rewindykacji.

POWSTANIE WARSZAWSKIE

3 sierpnia 1944 roku gmach Muzeum Narodowego w Warszawie został przejęty przez stacjonujących odtąd w budynku nazistów, którzy uwięzili dyrektora Stanisława Lorentza w jednym z muzealnych pawilonów, gdzie przebywał do końca powstania. Pisał on w tym czasie dziennik, w którym dokumentował działania niszczycielskiej siły okupanta. Pamiętnik został przez niego zakopany w butelkach w pobliżu wejścia do Muzeum, po wyzwoleniu fragmenty zostały odnalezione. Dzięki temu mamy dość szczegółową relację z wydarzeń w gmachu Muzeum podczas powstania.

 

Od razu po wkroczeniu nazistów do budynku rozpoczęła się grabież. Zbiory Muzeum w Gołuchowie, należące do rodu Czartoryskich, padły łupem hitlerowców jako pierwsze, następnie sale muzealne, szafy, gabloty i skrzynie – wszystko to miało być systematycznie niszczone.

Fragment wnętrza MNW zniszczonego podczas Powstania Warszawskiego, ok. 1945. Fotograf nieznany

Dyrektor Lorentz w swoich wspomnieniach opisywał kolejne wydarzenia. Dokumentował działania swoje i innych współpracowników, mające na celu ocalenie jak największej liczby dzieł sztuki. Pisał o złamanym na pół obrazie Jana Matejki, przedstawiającym zawieszenie dzwonu Zygmunta, o gobelinach używanych jako koce, o niszczeniu zabytkowych instrumentów muzycznych, o wykładaniu zalanych korytarzy muzealnych starodrukami i książkami z muzealnej biblioteki…

Lektura pamiętnika Stanisława Lorentza pokazuje grozę minionych dni, ogrom zniszczeń, dokonywanych przez nazistów oraz brak szacunku dla dziedzictwa kulturowego. Najdobitniej wyrażają to słowa wypowiedziane do dyrektora Muzeum przez porucznika SS Moritza Arnhardta:

(…) ta praca (zabezpieczenie dzieł sztuki przed deszczem – przyp. aut.) jest bezcelowa i bezsensowna i należy jej zaniechać, bo z Muzeum i tak nic nie zostanie, gdyż będzie spalone.

16 października dyrektor Lorentz wraz z innymi pracownikami muzeów, archiwów i bibliotek został wywieziony z Muzeum do Pruszkowa. Po upadku powstania podjęli oni działania, zmierzające do ewakuacji zbiorów z Warszawy. Zbiory ratowane poza oficjalnym obiegiem składowane były w podwarszawskich miejscowościach, między innymi właśnie w Pruszkowie, stąd nazwa całego przedsięwzięcia, określanego mianem akcji pruszkowskiej. Część z tych kilkuset spakowanych skrzyń z najcenniejszymi zabytkami, wywiezionych w okolice stolicy, odnaleziono w 1945 roku w Świdnicy na Śląsku oraz w Austrii.

Wnętrze MNW zniszczone podczas Powstania Warszawskiego, 1945 (?). Fotograf nieznany

 

Akcją pruszkowską kierował dyrektor MNW, nadzorujący także zespoły działające w Bibliotece Narodowej oraz Bibliotece Uniwersyteckiej, które starały się ocalić najcenniejsze zbiory. Ze względu na panujące ogromne mrozy żandarmi niemieccy nie przykładali się do pilnowania naukowców. Mieli więc oni okazję uratować wiele cennych rękopisów, dzieł sztuki i innych bezcennych zabytków.

Oficjalna akcja, prowadzona w dużej mierze we współpracy i za zgodą Niemców, w zamyśle miała trwać jedynie dwa tygodnie, a dzięki staraniom Stanisława Lorentza przedłużyła się aż do wyzwolenia Warszawy, przyczyniając się do uratowania wielu eksponatów.

„Skradzione przez Niemców Muzeum wraca do Warszawy”. Fotograf nieznany

NOWA EPOKA

Już kilka dni po wyzwoleniu do Muzeum zaczęli przybywać pracownicy, aby zająć się odbudową gmachu oraz opieką nad tymi zbiorami, które szczęśliwie ocalały. Wiosną 1945 roku rozpoczęto proces rewindykacji zagrabionych dzieł sztuki, który właściwie trwa do dnia dzisiejszego.

Fragment wystawy „Warszawa oskarża”, 1945. Fotograf nieznany

3 maja 1945 r. otwarto pierwszą powojenną wystawę „Warszawa oskarża”, współorganizowaną przez Biuro Odbudowy Stolicy, która, prezentując wydobyte z gruzów przedmioty oraz zrujnowane dzieła muzealne, pokazywała lawinę zniszczeń wojennych.

Stanisław Lorentz tak pisał o tym wydarzeniu:

W zniszczonym mieście, gdzie wszystkiego brakowało, w 3 miesiące po jego wyzwoleniu, (…) w pierwszych kilkunastu salach Muzeum Narodowego otwarta została ta wystawa, dokumentująca zbrodnie popełnione na kulturze polskiej tak straszne, że w swej ohydzie obrażające całą ludzkość. Przybyłym na otwarcie wystawy doręczano drukowany po niej przewodnik, wydany w 3 językach. Wydawać by się to wszystko mogło prawie nieprawdopodobne i niemal dziwaczne. Tak jednak właśnie zaczynała się dla nas nowa epoka, w której wielkimi krokami mieliśmy najpierw odbudować, by szybko rozpocząć nowy, wspanialszy niż dawniej okres w naszych dziejach.

Fragment wystawy „Warszawa oskarża”, 1945. Fotograf nieznany

To, jak dzisiaj wygląda Muzeum Narodowe w Warszawie zawdzięczamy godnej podziwu ofiarności jego pracowników oraz zwykłych ludzi, dla których poczucie wspólnego dobra było rzeczą najważniejszą. Ich troska o odbudowę poszczególnych instytucji zaowocowała rozwojem miasta. Bez ogromnego poświęcenia nie udałoby się odbudować Warszawy zarówno pod względem architektonicznym, jak i kulturowym.

Przy pisaniu tego artykułu korzystałam przede wszystkim z dwóch publikacji Stanisława Lorentza: Muzeum Narodowe w Warszawie: zarys historyczny znajdującej się w I tomie Rocznika Muzeum Narodowego w Warszawie, wydanym w roku 1938 oraz z tekstu Muzeum Narodowe w Warszawie w latach 1939-1954 zamieszczonego w II tomie Rocznika Muzeum Narodowego z 1957 roku. Wszystkie cytaty wymienione w tekście pochodzą z powyższych opracowań.

ark

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.