Link do artykułu

Ryzyka i rozkosze: Maurice de Vlaminck 

dzieła sztuki

Niecierpliwy i zbuntowany, samozwańczy barbarzyńca, czuły i pełny przemocy, twórca dzikich bestii przepełniony chęcią stworzenia świata całkowicie swojego. Maurice’a de Vlamincka można opisać na wiele sposobów. Najlepiej jednak zrobić to poprzez jego sztukę   

Maurice de Vlaminck (1876-1958) nie jest najsłynniejszym artystą modernizmu. Jego nieokiełznaną osobowość, rozproszoną wśród płodnej twórczości malarsko-pisarskiej, przyćmili giganci pokroju Pabla Picassa czy Henriego Matisse’a. Jednak dzięki temu nie zaszufladkowano go do pojedynczego nurtu artystycznego, nie zdefiniowano poprzez jeden chwytliwy slogan. Vlaminck dryfuje poniżej stereotypów, niepoznany. Istnieją jednak dzieła, poprzez które można odkryć jeden czy dwa skrawki jego osobowości. Jednym z nich jest Widok miasteczka (Miasteczko nad Sekwaną) – obraz znajdujący się nigdzie indziej, tylko w naszym MNW. 

POCZĄTKI, PASJE, PĘD 

Aby jednak zrozumieć związek dzieła z życiem Vlamincka, należy wpierw to życie poznać. Jego młodzieńcze lata przypadły na przełom XIX i XX wieku. Matka grała na fortepianie, ojciec na skrzypcach, siostra (nieudolnie) starała się o karierę aktorską. Z tak żarliwie kreatywnej rodziny Maurice uciekł w wieku 17 lat. Napędzony nowo nabytą pasją do kolarstwa, pognał do studia malarskiego Henriego Rigalona. Karierę rowerzysty wyścigowego spektakularnie zakończył trzy lata później, kiedy zachorował na dur brzuszny. Pozostała mu możliwość przejażdżek wzdłuż Sekwany, na które wybierał się często w celu zebrania inspiracji, gdyż to sztuka pozostała z nim na długie lata. 

W Widoku miasteczka można jednak dostrzec, iż pasja sportowa artysty permanentnie wpłynęła na jego malarstwo. Uproszczone i rozmazane formy, nachodzące na siebie i mieszające się za sobą nawzajem przed naszymi oczyma, wydają się odzwierciedlać przelotne spojrzenie gnającego kolarza. Jak sam Vlaminck, jego technika wydaje się rozpędzona i nie traci czasu na głębokie refleksje czy nieistotne szczegóły. 

WSPÓLNE PRZYGODY, WSPÓLNE SUKCESY 

Najważniejszym wydarzeniem w życiu artysty było natknięcie się na innego malarza – André Deraina w okrągłym roku 1900. Spotkanie odbyło się w dość spektakularnych warunkach, bo podczas wypadku kolejowego. Błyskawicznie zostali przyjaciółmi, mimo tego że rodzice Deraina uważali go za anarchistyczną cyganerię (co pewnie nie było dalekie od prawdy). 

Założyli razem studio, wyjechali do francuskiego Chatou, poznali Matisse’a. Całą trójkę połączyła miłość do ekspresyjności barw i ruchów pędzla, a także chęć zszokowania publiki europejskiej. Zestawienie ich zróżnicowanych temperamentów, połączonych nieposkromioną pasją do sztuki, doprowadziło do tego, iż pomimo rygorystycznej selekcji, ich obrazy wylądowały na paryskim Salonie Jesiennym w 1905 roku. Ów występ przywiódł im haniebny, a później słynny przydomek dzikich bestii [fr. les fauves], skąd też wzięła się nazwa nurtu, który wspólnie utworzyli: fowizm. Gdyż ruch ten kompletnie odrzucił tradycję malarstwa akademickiego, wielu twierdzi, że to on zapoczątkował rewolucję, jaką był modernizm. Z całej trójki oraz rzeszy imitatorów fowizmu, Vlaminck uważał siebie za bestię najdzikszą

ZMIANY I ROZTERKI 

Fowizm płonął mocno, ale krótko. Wypalenie zaś zaprowadziło Vlamincka w zupełnie inne, delikatniejsze i ciemniejsze strony. Pokochał ujarzmione, czasem monochromatyczne palety Cézanne’a, podobnie jak Picasso. Z Hiszpanem miał jednak skomplikowaną relację. Ponieważ Picasso przyćmił prace fowistów swoimi kubistycznymi dziełami, Vlaminck uważał, że artysta ten zaprowadził malarstwo francuskie do śmiertelnego impasu, do nieopisanego zamętu, samego Picassa miał za trickstera i oszusta.  

Ową paradoksalność Vlamincka można odnaleźć w Widoku miasteczka. Części obrazu definiuje fowistyczna, żywiołowa kolorystyka – rozżarzone czerwienie i ochry pola, ceglane dachy miasteczka, ciepłe brązy pagórków czy sfer nieba. Jednakże inne części tracą na intensywności i jasności – od lewej do prawej, szkarłaty przechodzą w brązy, czerwone dachy w ciemne plamy, brązy pagórków w zielenie, ciepłe odcienie nieba w zimne. Ponadto, choć jego praca pędzlem jest zróżnicowana – przy łące malarz wykorzystuje strzeliste pociągnięcia, tworzy miasteczko z klockowatych form, a pagórki i niebo ze smug czy plam – to jest ona starannie zaplanowana, skomponowana w określonych pasach poziomych. Prawdopodobnie dzieło powstało w okresie przejściowym dla Vlamincka. Malarz być może jeszcze wtedy nie zdecydował, czy gotów jest porzucić naiwny ferwor fowizmu. 

ROZWIĄZANIA I MOŻLIWOŚCI 

Vlaminck radzi sobie ze swym rozdarciem w piękny, nawet poetycki sposób. Żywiołowość i umiarkowanie widoczne na Widoku miasteczka nie są ze sobą twardo zestawione, lecz łączą się w centrum obrazu, tworzą wymowne przejście kolorystyczne prowadzące nasze oko poprzez całą jego powierzchnię. Zaś ułożenie barw – ciepłe i gwałtowne ruchy pędzla w lewym dolnym rogu, chłodne i delikatne w prawym górnym rogu – niemal tworzy optymistyczny wykres życia artysty, przedstawia jego malarskie dojrzewanie jako krok w dobrą stronę. Taką interpretację podkreślają detale znajdujące się w centrum obrazu: droga, mały most i smuga świetlistej bieli na niebie, to wszystko zdaje się symbolizować pozytywną, rozświetloną wizję przyszłości. Położenie owych elementów ponadto wydaje się zapraszać nas do refleksji na temat własnej drogi w życiu, przemyślenia potrzeby zmiany wewnętrznej. 

Ryzykowne jest jednak postrzeganie tego obrazu w sposób tak jednoznaczny, zwłaszcza, że istnieją również inne jego interpretacje. Dzieło powstało w czasie, gdy Vlaminckowi doskwierała bieda, na krótko przed nastaniem pierwszej wojny światowej. Ustrukturyzowana i schematyczna kompozycja, przyciemniona kolorystyka, a także imponujące niebo przepełnione obietnicą nawałnicy sugerują o wiele bardziej pesymistyczną perspektywę. 

A być może, po prostu, Vlaminckowi spodobał się ten, a nie inny Widok miasteczka. Tego się pewnie nigdy nie dowiemy. Zaręczam jednak, że jeśli odwiedzicie Muzeum i spędzicie przynajmniej chwilę przy tym obrazie, odkryjecie w nim ten jeden czy dwa skrawki z życia nieokiełznanego artysty. Jak sam mówił, dobre malarstwo jest jak dobre gotowanie: można go spróbować, ale nie wyjaśnić a także w sztuce, teorie są tak samo przydatne jak recepta od lekarza: trzeba być chorym, by im wierzyć. Zachęcam zatem do odnalezienia cząstki siebie w tym niemal całkowicie zapomnianym obrazie, bo przy każdym spojrzeniu jest szansa, że wyjawi nam coś nieoczekiwanego. 

 Paulina Gąsiorowska

Cytaty przywołane w tekście pochodzą z książki Johna Goldinga Visions of the Modern (1994) 

Bibliografia:  

Golding, J. (1994). Visions of the Modern. Berkeley. University of California Press. 

Historia Sztuki [The Art. Story]. (n.d.). Maurice de Vlaminck. https://www.theartstory.org/artist/vlaminck-maurice-de/   

K, D. (2017). Maurice de Vlaminck. Widewalls. https://www.widewalls.ch/author/dea-k   

Selz, J. (2003). Vlaminck, Maurice de. Słownik sztuki “Grove” [Grove Dictionary of Art]. https://www.oxfordartonline.com/groveart/search?siteToSearch=groveart&q=Vlaminck&searchBtn=Search&isQuickSearch=true   

Stangos, N., Richardson, T. (1994). Koncepty i tendencje sztuki nowoczesnej. Thames & Hudson Ltd  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.