Spojrzenie jak cios w serce – „Murzynka” Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej

dzieła sztuki

 

Z Murzynką zapoznałam się kilka lat temu i tak jak napisał jeden z francuskich krytyków „otrzymałam cios w serce”. Wyraz twarzy modelki, kolorystyka obrazu i zawarte w nim światło mnie przyciągnęły. Od tej pory regularnie odwiedzam dzieło i z trudem się za każdym razem żegnam.

„KOZACZA NATURA”

Murzynka została namalowana w 1884 roku przez Annę Bilińską-Bohdanowiczową. Obraz powstał w Paryżu, do którego artystka wyjechała, aby kształcić się w rysunku i malarstwie. Pod koniec XIX wieku kobiety zajmujące się profesjonalnie malarstwem były rzadkością. Anna Bilińska-Bohdanowiczowa uwielbiała tworzyć obrazy, postanowiła osiągnąć sukces i udało jej się. Myślę, że artystce pomogła w tym, jak sama ją określała, jej „kozacza natura”. Była niezależna oraz nie podporządkowywała się ślepo utartym normom. Zdecydowała się mieszkać samotnie, bo tak było jej wygodniej, pomimo że zwykle młode malarki decydowały się na wynajmowanie mieszkań wspólnie.

OBRAZ ZAGINIONY

Obraz nie jest zbyt szeroko znany, być może dlatego, że zaginął w trakcie II wojny światowej i został odnaleziony dopiero kilka lat temu. W 2011 roku ogłoszono jego wystawienie na nadchodzącej wówczas aukcji w berlińskim Domu Aukcyjnym Villa Grisebach. Dzięki staraniom Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego obraz udało się sprowadzić do kraju. Jego oryginalności dowodzili specjaliści z Muzeum Narodowego w Warszawie. Zawarto ugodę, na podstawie której obraz mógł wrócić do Polski. Dotychczasowemu właścicielowi wypłacono rekompensatę, dzięki wsparciu Fundacji Kronenberga.

Przekazanie obrazu przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego na ręce Dyrektor Agnieszki Morawińskiej w 2012 roku. Fot. Bartosz Bajerski

MISTRZYNI PRZEDSTAWIANIA CHARAKTERU

Pierwszym elementem, który przyciągnął moją uwagę, był wyraz twarzy modelki oraz wrażenie uchwycenia jej charakteru i emocji. Jeden z malarzy francuskich Tony Robert-Fleury zalecił młodej artystce

„patrzeć i chwytać, jeśli nie fotograficzne podobieństwo to indywidualny charakter”.

Bilińska-Bohdanowiczowa zastosowała się do rady bardziej doświadczonego kolegi, dlatego też obok jej portretów trudno przejść obojętnie. Podobnie jest z Murzynką, nie sposób oderwać wzroku od jej spłoszonych, przestraszonych oczu. Kobieta, pomimo młodego wieku, wygląda na zmęczoną i doświadczoną przez życie. Współcześnie obraz bywa interpretowany jako cierpienie związane z niewolnictwem, jednak prawdopodobnie artystka nie wiązała z nim takiego przesłania. Wybór portretowanej mógł być podyktowany doborem modelki na zajęciach, na które Anna Bilińska-Bohdanowiczowa uczęszczała – przedstawianie różnych typów etnicznych było uznawane za dobre ćwiczenie malarskich umiejętności. Na stworzenie dzieła w trakcie zajęć z modelem może wskazywać poza przedstawionej kobiety. Widzimy ją w ujęciu od dołu, co mogło być efektem ustawienia portretowanej osoby na podwyższeniu względem kursantek, tak, aby wszystkie dobrze ją widziały.

Moim zdaniem można rozważyć jeszcze jedną interpretację emocji modelki. Rok 1884 był bardzo trudny dla artystki; zmarł wówczas jej ojciec oraz bardzo bliska przyjaciółka Klementyna Krassowska. Jej ukochany, z którym zresztą spędziła niewiele czasu, mimo że ich uczucie trwało dużo dłużej, był poważnie chory (zmarł w kolejnym roku). Możliwe jest więc (chociaż to tylko moje rozważania), że artystka przeniosła swoje odczucia i smutki na przedstawianą osobę. Niestety nie dowiemy się jakie intencje tak naprawdę jej przyświecały, w pamiętnikach artystki brak na ten temat informacji, nie wiemy również, kim była modelka.

ORIENTALIZM

Wybór portretowanej osoby wydaje się niespotykany jak na ówczesne czasy, po przyjrzeniu się obrazowi zauważymy inne niekonwencjonalne elementy. Kobieta została okryta białą, luźną szatą. Na szyi ma bogaty, złoty naszyjnik. W lewym dolnym rogu obrazu znajduje się fragment japońskiego wachlarza (co jest dość niespodziewane w całej kompozycji). Wszystkie te tropy prowadzą nas do popularnego w sztuce pod koniec XIX wieku orientalizmu. Być może więc artystka chciała pokazać swoje umiejętności w modnym wówczas temacie.

Warto przyjrzeć się dłużej, w jaki sposób Anna Bilińska-Bohdanowiczowa namalowała obraz.  Z odległości kilku kroków całość wygląda realistycznie, jednak jeśli zbliżymy się do obrazu, zauważymy różnice w potraktowaniu poszczególnych fragmentów. Skóra modelki jest wystudiowana, oddana bardzo szczegółowo. Można na niej dostrzec nawet refleksy koloru zielonej tkaniny znajdującej się u dołu obrazu oraz blask światła na szyi, odbity przez naszyjnik. Skupiając się na fakturze rekwizytów, na przykład na biżuterii, zauważymy, że namalowane są bardzo swobodnie, farba została nałożona grubiej, niż w innych miejscach. Tak ciekawy kontrast nie tylko skupia naszą uwagę na portretowanej osobie, ale dodatkowo przekazuje nam informację o fakturach poszczególnych elementów. Naszyjnik wygląda iluzorycznie, właśnie dzięki uzyskanym rozbłyskom.

HARMONIA KOMPOZYCJI

Interesujący jest również dobór kolorów. Dzieło Bilińskiej-Bohdanowiczowej jest niezwykle harmonijne, sprawia wrażenie, jakby biło z niego światło. Harmonię udało się artystce uzyskać poprzez ograniczenie palety barw. Patrząc na obraz przez zmrużone oczy, zauważymy przede wszystkim cztery kolory – brąz, żółć, biel i zieleń. Krytycy współcześni Bilińskiej-Bohdanowiczowej określili jej pracę jako „przepyszną w tonie”. Światło w obrazie nie ma konkretnego źródła, rozmywa się za plecami modelki, podkreśla jej sylwetkę, kontrastem skupia na niej uwagę, modeluje elementy przedstawione na obrazie, dodając im realizmu i spójnego nastroju. Obraz został bardzo dobrze przyjęty przez publiczność, jeden z francuskich krytyków na łamach pisma „Courrier du Soir” (1888) napisał o Murzynce:

„Spostrzegłszy Murzynkę p. Bilińskiej otrzymałem cios w serce. To jest uczucie, którego się doznaje na widok piękna sztuki tryumfującej”.

Portret własny – niedokończony.

MIŁOŚĆ DO SZTUKI

Obraz, tak jak pozostałe prace Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej, jest niezwykły. Oglądając dzieła artystki, można poczuć, jak wielkim zamiłowaniem darzyła malarstwo. Pasję podkreśla historia ostatniej pracy, którą się zajmowała. Artystka została poproszona przez kolekcjonera hrabiego Ignacego Korwin-Milewskiego o wykonanie autoportretu. Hrabia gromadził przedstawienia najbardziej znaczących polskich malarzy przełomu XIX i XX wieku. Anna Bilińska-Bohdanowiczowa była jedyną kobietą zaproszoną przez kolekcjonera do współtworzenia jego zbiorów, co może być odczytane jako symboliczne wejście kobiety-malarki do kanonu malarstwa polskiego. Niestety, nie zdążyła dokończyć obrazu. Choroba serca uniemożliwiała jej pracę, malarka przyzwyczajona przez lata do ciężkiej pracy próbowała kontynuować malowanie obrazu, jednak po krótkim czasie ręce odmówiły jej posłuszeństwa, nie udało się jej pokonać choroby. Anna Bilińska-Bohdanowiczowa zmarła w wieku 36 lat.

Ada Zalewska opowiada o obrazie w ramach programu „Wolontariusze o dziełach sztuki…”. Fot. Antoni Stasiński

ZAINTERESOWANIE LOSEM KOBIET

Twórczość Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej jest warta poznania. Życie artystki jest równie interesujące oraz inspirujące. Poruszyła mnie jej niezależność, wytrwałość oraz samoświadomość. Bilińska-Bohdanowiczowa nie łamała drastycznie konwenansów, jednak też ślepo im się nie podporządkowywała. W swojej twórczości skupiała się na portretach kobiecych i dziecięcych, malowała również pejzaże oraz martwe natury. Taki dobór tematów był typowy dla ówczesnej twórczości kobiet. Jednak interesujący jest zapis z pamiętnika artystki na temat cyklu, któremu chciałaby się poświęcić:

„Od jakiegoś czasu snuje mi się po głowie cykl kompozycji. Tytuł „Kobieta”. Chciałabym przedstawić ją w różnych fazach życia. (…) Obowiązki kobiety, jej rola w rodzinie i społeczeństwie. Nie wiem, czy to może mieć wpływ jaki, ale gdyby mi jednak udało się chociaż jednej kobiecie w rozterce pomóc, wskazać drogę, byłabym z tego niezwykle szczęśliwa. Powiadają, że sztuka istnieje sama dla siebie. Ja trochę innego jestem zdania. (…) dlaczegóż by sztuka miała być tak egoistyczną?”.

Być może artystka, dość nieszablonowa kobieta, jak na ówczesne czasy – niezależna, samodzielna, odnosząca sukcesy i niezakładająca rodziny, chciała wspierać inne kobiety i pomagać im wybrać właściwą dla nich drogę, pokazać, że nie trzeba podążać utartym szlakiem.

Warto również wspomnieć o planach artystki dotyczących założenia szkoły artystycznej dla kobiet w Warszawie. Bilińska-Bohdanowiczowa planowała otworzyć taki ośrodek na wzór placówek paryskich, jednak z poszerzonym programem. Niestety jej przedwczesna śmierć pokrzyżowała te plany.

az

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Malarki polskie Alicji Okońskiej, jednak autorka zwykle cytowała dziennik artystki, a właściwie jego opracowanie wydane przez męża malarki – Anna Bilińska, kobieta, Polka i artystka w świetle jej dziennika i recenzyj wszechświatowej prasy A. Bohdanowicz.

 

Załączniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *