W KAŻDYM JEST POTENCJAŁ

nasze działania

Wolontariat w Muzeum Narodowym w Warszawie obchodzi w tym roku swoje 5-lecie, jednak tylko niektórzy pracownicy i najstarsi wolontariusze pamiętają od kogo wszystko się zaczęło. Za pomysłem muzealnego wolontariatu stoi nasza koleżanka z Działu Edukacji – Bożena Pysiewicz, specjalistka od edukacji muzealnej, koordynatorka programów edukacyjnych do wystaw czasowych i stałych, współtwórczyni projektu „W Muzeum wszystko wolno”.

Edyta Urbaniak: Wolontariat w Muzeum Narodowym w Warszawie obchodzi w tym roku swoje 5-lecie. Byłaś jego pierwszym koordynatorem. Skąd wziął się pomysł na wolontariat w MNW?

Bożena Pysiewicz: Wydawało mi się, że Muzeum jest miejscem, do którego możemy zaprosić osoby, które z jednej strony miałyby możliwość poznawania instytucji, a z drugiej strony pomagałyby w działalności Muzeum. Początkowo nie wiedziałam jak się do tego zabrać. Dopiero szkolenie w Centrum Wolontariatu utwierdziło mnie w tym, że warto ten pomysł zrealizować. Wydaje mi się, że siłą Muzeum jest to, że przewijają się tu bardzo różne osoby i każda z nich wnosi cząstkę siebie. Wolontariat jest okazją by w pracę w Muzeum mogli zaangażować się nie tylko historycy sztuki. Pozwolił też nam, pracownikom Muzeum, poznać bliżej różne grupy osób, które są zainteresowane MNW, coś ich ciągnie do tego miejsca. Stworzyliśmy dla nich alternatywną ofertę, niekoniecznie związaną z pracą w charakterze edukatora.

EU: Czy miałaś jakiś profil kandydata, którego poszukiwałaś? Jakieś oczekiwania?

BP: Nie, zupełnie nie. Na początku wszyscy, którzy się zgłosili i dopełnili formalności, zostali wolontariuszami. Żadnych oczekiwań ani wymagań nie miałam. Byłam bardzo ciekawa kto się zgłosi, kogo przyciągniemy.

EU: Czy osoby, które się zgłosiły były w jakiś sposób do siebie podobne?

BP: W pierwszym naborze były same młode osoby, w wieku ok. 20 lat, wszystkie w jakiś sposób interesujące się sztuką. Część z nich rozpoczynała właśnie studia na historii sztuki.

EU: Jak Muzeum odnosiło się do Twojego pomysłu? Jak reagowali inni pracownicy?

BP: Na początku była to niewielka skala – niecałe 20 osób. Nie było też jasne czym się różni wolontariat od praktyk. Sama, przy pomocy Centrum Wolontariatu, przygotowałam porozumienia, ponieważ była to zupełna nowość dla Muzeum. Trzeba było też przygotować wskazówki: czego wolontariusz nie może robić, a co może. Na początku było też trochę obaw, że wolontariusze są zagrożeniem dla zatrudnionych osób, zwłaszcza tych pracujących na ekspozycji. Ale to wszystko zostało wyjaśnione.

EU: Czy były jeszcze jakieś wyzwania w pracy koordynatora?

BP: Na początku nie byłam świadoma jak duże pole obowiązków się przede mną otwiera. Wydawało mi się, że dam radę pogodzić czasowo to, czym się zajmuję w Dziale Edukacji i pracę z wolontariuszami. Jednak bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że aby dobrze sobie z tym radzić – mieć czas na prace administracyjne związane z wolontariatem, motywowanie wolontariuszy, organizowanie spotkań i projektów – należy poświęcić temu bardzo wiele czasu.

EU: Co najlepiej wspominasz ze swojej pracy z wolontariuszami?

BP: Najwięcej satysfakcji dają osobiste kontakty, rozmowy. Odkrywanie tego, co w drugim człowieku jest. Jakie ma pomysły, jak się odnajduje w tych kontaktach z ludźmi czy poznawanie bardzo szerokiego kręgu zainteresowań – ktoś wiązał węzły marynarskie, ktoś się uczył estońskiego czy łotewskiego. W każdym są jakieś zainteresowania, jakiś potencjał i można znaleźć w przestrzeni Muzeum miejsce, by się nimi podzielić. By pokazać swoje talenty czy mocne strony. Poznawanie nowych ludzi, ich pasji jest dla mnie cały czas bardzo ważne.

Bożena Pysiewicz i wolontariusze podczas Dnia Wolnej Sztuki. Fot. Wioletta Cicha

EU: To teraz kilka pytań, które przybliżą wolontariuszom Twoją osobę. Zacznijmy od tego od jak dawna pracujesz w Muzeum?

BP: Współpracę z Muzeum zaczęłam 20 lat temu. Gdy byłam na studiach w Muzeum zorganizowana została wystawa Caravaggionistów i jednego obrazu samego Caravaggia. Potrzebni byli przewodnicy i zaproszono nas do współpracy. Od tamtej pory pracowałam w różnych miejscach, miałam przerwę na urodzenie dwójki dzieci, ale Muzeum było cały czas w moim życiu obecne. Najpierw pracowałam jako edukator, a potem już na stałe w Dziale Edukacji.

EU: Czym się zajmujesz w Dziale?

BP: Moją pracę można podzielić na trzy obszary. Pierwszy to rekrutacja i koordynacja pracy edukatorów oraz przygotowywanie lekcji, które będą skorelowane z programem nauczania. Przygotowuję też druki edukacyjne i programy do wystaw czasowych i do galerii stałych.

EU: Czyli jesteś osobą, która wymyśla te wszystkie wydarzenia edukacyjne w których możemy uczestniczyć: wykłady, warsztaty, …?

BP: Wystawami dzielimy się w zależności od zainteresowań i możliwości czasowych. Mi na przykład ostatnio przypadł w udziale Biedermeier.

EU: Czyli pierwszy obszar to praca z edukatorami i tworzenie programów edukacyjnych. A pozostałe dwa?

BP: Zajmuję się również współpracą z nauczycielami i przygotowywaniem dla nich warsztatów, także tych, których sami są pomysłodawcami. Przykładowo jeśli nauczyciel ma pomysł, że chce przychodzić na cykliczne spotkania na jakiś temat, który będzie mu bliski, np. powiązanie sztuk plastycznych z chemią czy z muzyką, to prowadzenie takich warsztatów jest moim obowiązkiem. Ponadto zajmuję się też projektami specjalnymi, realizowanymi z fundacjami i stowarzyszeniami, w których Muzeum jest parterem.

EU: Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

BP: Najbardziej lubię to, że ciągle muszę się uczyć i poszerzać swoją wiedzę. W Muzeum nie można się zatrzymać w rozwoju. Praca ta zobowiązuje i motywuje. Z jednej strony jest to wiedza z zakresu pracy z ludźmi, pedagogiki, współpracy i doświadczeń publiczności. Z drugiej – stałe pogłębianie wiedzy z zakresu historii sztuki. Bardzo lubię to, że praca w Muzeum jest pracą twórczą i wymaga, zaangażowania i kreacji. Daje też możliwość poznawania ludzi z różnych środowisk, nie tylko ze świata sztuki.

EU: Masz swój ulubiony eksponat?

BS: To się cały czas zmienia. Lubię dzieła, które są w jakiś sposób otwarte na interpretację i nie narzucają jednej drogi skojarzeniowej. Lubię gdy z dziełem plastycznym stoi dzieło literackie lub teoretyczne, jak np. w twórczości Stanisława Wyspiański czy Witkacego, ale też Stanisława Witkiewicza ojca. Bardzo lubię poszukiwać korespondencji między sztukami plastycznymi, poezją, muzyką. Nie potrafię wskazać jednego dzieła, moje gusta i fascynacje zmieniają się, odkrywam cały czas nowe kierunki, nowych artystów i nowe sposoby na interpretowanie dzieł. Bardzo cieszę się że muzeum daje mi takie możliwości i zapraszam wszystkich do odkrywania potencjału ludzkich dążeń, myśli i estetyk, które odnajdujemy w sztuce.

eu

Zdjęcie główne: Jerzy Janusz Tarkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.