Muzea można oglądać wolno…

nasze działania

Rozmowa z Zuzanną Stańską, pomysłodawczynią Dnia Wolnej Sztuki. 

Edyta Urbaniak: Może zacznijmy od podstawowego pytania – czym jest Dzień Wolnej Sztuki?

Zuzanna Stańska: Dzień Wolnej Sztuki to społeczna akcja muzealna. Odbywa się raz w roku, zazwyczaj w kwietniową sobotę, kiedy od godziny 12.00 muzea i galerie zapraszają swoich zwiedzających do oglądania dosłownie kilku obiektów. Zazwyczaj pięciu. Chodzi o to, aby pokazać zwiedzającym, że muzea można oglądać wolno. Nie trzeba oglądać całych zbiorów od razu, w szalonym maratonie, ale można zobaczyć zaledwie kilka obiektów i bardziej się na nie otworzyć. Tak, żeby nawiązać z nimi jakąś więź. Po godzinie zwiedzania instytucje często zapraszają na krótką pogadankę, na której można opowiedzieć swoje wrażenia.

Czy jest to wydarzenie międzynarodowe?

Tak, narodziło się w Nowym Jorku, gdzie nazywa się Slow Art Day. Z tym, że tam zasady są bardziej luźne. Gdy usłyszałam o tej akcji, w 2011 roku, pomyślałam, że to bardzo fajna sprawa, ale w Polsce nie przejdzie na takich zasadach. W Stanach Zjednoczonych ludzie sami przychodzą do muzeów, sami wszystko oglądają i wybierają obiekty. Przychodzą do muzeum z takim nastawieniem i potem ewentualnie jest pogadanka z innymi uczestnikami, ale nie jest to odgórnie organizowane. Pomyślałam, że w Polsce to się nie sprawdzi, ponieważ ludzie boją się muzeów. Jest mniejsza wiedza o sztuce i rzeczy z nią związane są mniej dostępne. To może odstraszać zwiedzających. Stąd pomysł, aby instytucje same się w to włączyły i zapraszały zwiedzających. Potrzebne są osoby, które mają zagajać rozmowę przy obrazach.

Dzień Wolnej Sztuki w Muzeum Narodowym w Warszawie. Fot. Iga Taszakowska

Kiedy akcja została zorganizowana po raz pierwszy? Jak wyglądały początki?

Po raz pierwszy Dzień Wolnej Sztuki zorganizowany został w 2011 roku w Muzeum Narodowym w Warszawie. Tak naprawdę tylko tam się zgłosiłam, bo to była moja pierwsza akcja muzealna. Mój pierwszy projekt w życiu i pierwsza własna inicjatywa. W Muzeum pomysł się wszystkim bardzo spodobał, a akcja zakończyła się sukcesem – przyszło bardzo dużo osób i wszyscy byli zachwyceni pomysłem. Więc pilotaż się udał.

Druga edycja była już akcją ogólnopolską, prawda? Ile instytucji brało w niej udział?

Tak, odbyła się też w innych miastach. Zgłosiło się chyba 13 muzeów i galerii.

To bardzo dobry wynik! A co musi zrobić instytucja, aby wziąć udział w akcji? Czy jest jakiś regulamin? Należy przedstawić plan działań?

Teoretycznie nawet nie trzeba się do nas zgłaszać. Jest to na tyle oddolna akcja, że my sprawujemy tak naprawdę pieczę organizacyjno-promocyjną. Każda instytucja dostaje od nas manual, w którym jest opisane np. że powinny być osoby, które pomagają w odbiorze dzieł, że dobrze by było, aby wydarzenie promowali, bo wiadomo, że wtedy przyjdzie więcej osób. Fajnie też, aby zorganizowali tę pogadankę, a potem żeby była mała kawa. Ale jak nie to trudno. Fajnie, żeby był mały wstęp, ale to też nie jest konieczne. My z kolei bierzemy na siebie zagajanie tematu i działania promocyjne na szczeblu ogólnopolskim. Dbamy o PR samej akcji. Ogłaszamy też listę muzeów, które biorą udział na stronie www.dzienwolnejsztuki.pl, itd.

Porozmawiajmy jeszcze chwilę o pomysłodawczyni. Kim jest Zuza Stańska, dziewczyna od Dnia Wolnej Sztuki?

To ja (śmiech). Jestem historykiem sztuki z wykształcenia.

Więc nie PR-owcem?

Nie, nie. Pracowałam w PR przez chwilę, ale to przez sekundę. Zajmuję się muzeami i upowszechnianiem sztuki. Jakby w dwóch odsłonach. Pierwsza to różne projekty technologiczne dla muzeów i instytucji kultury pod szyldem Moiseum (http://www.moiseum.com). Są to strony internetowe i aplikacje mobilne. Robię też audyty. Tworzę dla muzeów produkty, które są gdzieś tam związane z technologiami.

Rozmowa z Zuzanną Stańską podczas Dnia Wolnej Sztuki w MNW. Fot. Iga Taszakowska

Czyli można powiedzieć, że unowocześniasz muzea?

Trochę tak, ale staram się to robić sensownie. Bo nie chodzi o to, aby wrzucać jakieś gadżety, które nic nikomu nie dają. Chodzi o to, aby dać zwiedzającym produkt, z którego on skorzysta.

To jedna odsłona. A druga?

A drugą można nazwać start-upem. Mam aplikację mobilną, która już się trochę rozrosła. Nazywa się DailyArt. Na początku była to aplikacja, która pokazywała jedno dzieło sztuki z opisem codziennie. A teraz oprócz tego uruchomiliśmy magazyn on-line (http://www.dailyartdaily.com), w którym też opisujemy różne „historyczno-sztuczne” i 'sztuczno-współczesne” tematy. Więc generalnie albo działalność w muzach, albo opowiadanie o sztuce.

Skąd pomysł na taką aplikację?

Z doświadczenia. Ja miałam to szczęście, że miałam historię sztuki w szkole. Ale wiem, że ludzie nie mają tego szczęścia i jest o to coraz trudniej, bo obcina się zajęcia związane ze sztuką i pieniądze na nie. Pomyślałam sobie, że to bardzo smutne, że ludzie nie mają takich zajęć. Może też się jej boją, bo myślą, że to jest jakaś wiedza tajemna i bardzo skomplikowana. Więc pomyślałam, że dawanie ludziom małej dawki wiedzy w lekki sposób mogłoby ich zachęcić do tej historii sztuki i ośmielić. Zorientowaliby się, że to są naprawdę ładne rzeczy, które upiększają jakoś życie. Może pozwoliłyby im się odkleić od tych wszystkich dramatów, które dzieją się na co dzień: wojen, wyborów, polityki. I tak leżałam sobie na wakacjach, nudziłam się i wymyśliłam, żeby coś takiego zrobić.

Od jak dawna działa aplikacja?

Od września 2012 roku.

Czy po kilku latach zaangażowania w edukację kulturalną wierzysz, że takie inicjatywy jak Twoje przyciągną do instytucji kultury nowe osoby?

Mam taką nadzieję, chociaż wiem, że i z Dnia Wolnej Sztuki, i z DailyArtu korzystają osoby, które już coś o tej sztuce wiedzą. Niestety. Tutaj przydałoby się jakieś bardziej kompleksowe rozwiązanie na poziomie edukacji publicznej. Ale też ostatnio wymyśliłam, że byłoby bardzo fajnie jakby zapanowała moda na historię sztuki, a w związku z tym na muzea. Ale ktoś musiałby tę modę wykreować. Tak jak jest moda na gotowanie. Parę lat temu nikt o gotowaniu nie myślał, a teraz jest to hit. Zostało to wykreowane przez stacje telewizyjne, które zaczęły pokazywać psychopatycznych szefów i promować wielkie restauracje. Ci szefowie otworzyli się też bardziej na ludzi. Więc gdyby duża telewizja wymyśliła taki pomysł, aby wykreować historię sztuki to też by poszło, choć wymagałoby dużej siły promocyjnej.

Pytanie na koniec – jaki obraz wybrałabyś na Dzień Wolnej Sztuki?

Ja na pewno wybrałabym Siemiradzkiego, bo go ogromnie kocham. Można go oglądać na wiele różnych sposobów, ma wiele poziomów. Jest to też po prostu ładna rzecz.

Dirce chrześcijańska, Henryk Siemiradzki
Muzeum Narodowe w Warszawie

Aplikację DailyArt można pobrać pod adresem: www.getdailyart.com

eu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.