Co łączy cukier trzcinowy z Madery z XVI-wiecznym malarstwem flamandzkim?

muzea świata

Moja pasja zwiedzania świata pognała mnie na portugalską wyspę Maderę. Z wielkim zachwytem oglądałam wspaniałe krajobrazy, słynne lewady, pierwotne lasy laurowe, przepiękne pomarańczowe strelicje, cudowne niebieskie hortensje i inne cuda przyrody maderskiej. Brakowało mi jednak kontaktu z artystycznymi dziełami człowieka – poszukując ich zawędrowałam więc do Muzeum Sakralnego w stolicy Madery – Funchal.

W muzeum można oglądać niezwykłej urody portugalskie i flamandzkie paramentaria, czyli srebrne i złote naczynia liturgiczne, misternie haftowane szaty kościelne, meble i różnorodne ozdoby ołtarza pochodzące z  okresu od XII do XV wieku. Wiedziałam, że w tym Muzeum znajduje się również jedna z największych, kompletnych kolekcji malarstwa na deskach ze Szkoły Flamandzkiej (XVI-XVII wiek).

To co zobaczyłam nie rozczarowało mnie. W kolekcji jest dużo zupełnie nieznanych w Europie obrazów sakralnych, bogatych w detale, na płótnach lub deskach ogromnych rozmiarów. Szczególnie zachwyciłam się tryptykiem z 1520 roku, przedstawiającym apostołów Piotra, Pawła i Andrzeja, trzymających w rękach atrybuty związane z ich życiem i działalnością. Na samym dole obrazu możemy zobaczyć delikatne motywy roślinne, typowe dla malarstwa flamandzkiego tego okresu.

Najstarszy obraz z kolekcji to przedstawienie Świętego Jakuba z 1457-1475 roku. Jest to piękny, smutny młodzieniec w czerwonej szacie na tle widniejącego w oddali miasta. Święty Jakub został wybrany przez mieszkańców Funchal na swego orędownika i patrona po klęsce dżumy, jaka nawiedziła miasto w 1521 roku.

Jak to się stało, że tak wspaniałe, bogate malarstwo flamandzkie  przybyło w XVI wieku do wybrzeży odległej, niewielkiej wyspy na Oceanie Atlantyckim? Zdarzyło się to za sprawą cukru trzcinowego, drogocennego i bardzo poszukiwanego w Europie towaru. Madera była w XVI i XVII wieku największym producentem trzciny cukrowej. Handel z Europą, w szczególności z  Brugią i Antwerpią, przyniósł jej ogromne bogactwo.

Zamożni kupcy maderscy często przyjmowali zapłatę za trzcinę cukrową w postaci dzieł sztuki, najczęściej obrazów, ale również sakralnych wyrobów ze srebra i złota. Te piękne przedmioty zdobiły później ich wspaniałe rezydencje lub były przekazywane kościołom i pałacom biskupim.

Obrazy były też kupowane i zamawiane przez bardzo bogatych Maderczyków, do których chętnie sami pozowali. Zdarzało się, że twarze świętych przypominały do złudzenia oblicza fundatorów dzieł sztuki. Być może bywało i tak, że wierni rozpoznawali w postaciach świętego Jana czy Jakuba swoich sąsiadów i przyjaciół. Tak właśnie wyglądał w owych czasach mecenat dzieł sztuki, jak się okazuje nie do końca bezinteresowny.

Po spotkaniu z malarstwem i sztuką sakralną dawnych czasów, wagonikiem kolejki linowej Teleferico przeniosłam się do współczesności. Na szczycie wzgórza Monte znajduje się niezwykły ogród tropikalny z roślinnością pochodzącą z całego świata. Nie brak też roślin endemicznych, typowych dla Madery, a szczególnie gatunków zagrożonych wyginięciem.

Wśród tej pięknej scenerii znajduje się Monte Palace Museum, należące do Fundacji Jose Berardo. Jose Berardo jest bogatym biznesmenem maderskim, wielbicielem i kolekcjonerem sztuki, a celem fundacji jego imienia jest ochrona środowiska. Dzięki staraniom Jose Berardo w Muzeum można oglądać kolekcję współczesnej, kamiennej rzeźby afrykańskiej, pochodzącej z wioski Tengenenge w Zimbabwe.

Większość mieszkańców Tengenenge to artyści rzeźbiarze, którzy od lat 60-tych utrzymują się ze sprzedaży swoich prac. Rzeźby są pięknie eksponowane, zachwyciły mnie swoim kształtem, kolorem, prostotą i „afrykańskością”.

Nie da się zaprzeczyć: podróże kształcą. Gdyby nie mój pobyt na Maderze nigdy bym się nie dowiedziała o istnieniu rzeźbiarskiej wioski o dźwięcznej nazwie Tengenenge, ani nie zgłębiła tajemnicy związku trzciny cukrowej ze sztuką.

mj

Zdjęcia: Maria Janowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.